Musiałem opowiedzieć o książce w 5 minut – tak, żeby kupili

M
No i udało się, zaprosili mnie na tę „Wydawniczą randkę” podczas Poznańskich Targów Książki. Wszyscy zapewne pamiętają, ale z grzeczności przypomnę: był konkurs, w ramach którego wysyłasz swoją książkę wraz z dodatkowymi informacjami – i jeśli jurorom się spodoba, dostaniesz zaproszenie na wspomnianą „Wydawniczą randkę”. Będziesz mógł stanąć przed osobami decyzyjnymi z różnych wydawnictw i opowiedzieć o swojej książce. Czyli – w teorii – zwiększyć szanse na podpisanie umowy wydawniczej.

Taki oto zaszczyt mnie kopnął, łącznie z 12 innymi osobami. My, szczęśliwa trzynastka autorów i autorek, w szczęśliwy piątek trzynastego spotkaliśmy się z wydawcami na Poznańskich Targach Książki. Co w tak szczęśliwy dzień mogłoby pójść nie tak?

Uspokajam: poza zepsuciem się automatu do kawy wszystko poszło dobrze. To było sympatyczne, kameralne wydarzenie, któremu od początku towarzyszyła aura życzliwości i luzu, nawet mimo obecnej w powietrzu scenicznej tremy.

Maroszek na Poznańskich Targach Książki

No właśnie, sceniczna trema. Umieć coś napisać, to jedno. Ale wyjść na środek sali i zaprezentować siebie oraz swoją książkę – czyli normalnie wygłosić przemówienie – to zupełnie inna sprawa. Znam osoby, które zgodziłyby się do końca życia siedzieć zamknięte w piwnicy i pisać na zepsutej maszynie do pisania, byle tylko nie musieć występować publicznie. No cóż. Dzisiaj nie wystarczy, że jesteś pisarzem: powinieneś również być trochę marketerem, sprzedawcą, przedsiębiorcą. Mało kto ma komfort tylko siedzieć w piwnicy i pisać, zagryzając czasem węglem i zapijając wodą z ogórków. Chciałeś pisać, to teraz wychodź na scenę i opowiadaj. Taka jest rzeczywistość i ona nie musi mieć sensu, bo i tak jest od ciebie większa i silniejsza.

Ale ja tam lubię wystąpienia publiczne, całkiem serio. Kiedyś bałem się, że tam, na środku, może się stać coś złego. Nigdy nie stało się nic złego, nawet kiedy na sali było 80 osób. I nie dlatego, że jestem taki świetny. Po prostu to ludzie przeważnie są życzliwi i wybaczający, a margines błędu na scenie jest duży – jeśli nie musieli kupować biletów. Pomidory nie latają na darmowych wydarzeniach, to byłoby zbyt wiele. W najgorszym razie będą cię obmawiać i śmiać się w kuluarach. Ale o tym nigdy się nie dowiesz, a oni szybko zapomną. Wszystko dobrze, kosmos pozostaje w odwiecznej równowadze.

Dziś nie o tym jednak. Piszę z dwóch powodów: aby wkleić tutaj treść mojego przemówienia, a także podziękować organizatorkom: paniom Magdalenie Genow i Marcie Mareckiej. Wasze ciepło i profesjonalizm zaowocowały eventem, który wszystkim zostanie w pamięci – bez względu na to, czy „Randka” faktycznie doprowadzi u kogoś do wydania książki.

Poniższą treść przemówienia starałem się przedstawić przed gronem autorskim oraz wydawniczym. Wyzwanie: zrób to w maksymalnie 5 minut, nie dłużej.

Wyuczenie się tekstu i zaplanowanie przemowy na ściśle określony czas okazało się nie lada wyzwaniem. To krótki tekst, nad którym pracowałem przez ponad tydzień. Duch perfekcjonizmu siedział przez cały czas na ramieniu i dzięki niemu może nie wyszło perfekcyjnie (no bo oczywiście), ale przynajmniej zadowalająco.

Zapraszam do przeczytania i wyobrażenia sobie, że autor stoi na środku sali i mówi to z pamięci – tyle o ile; trochę się zacina, ale nie bardzo. Na końcu tłum szaleje. Targi Książki płoną. W tle słychać dźwięki syren.

Treść przemówienia

(śródtytuły zaznaczone na żółto miały rozbić treść i pomóc mi w zapamiętaniu jej – nie stanowiły części przemówienia)

Dzień dobry, nazywam się Wojciech Maroszek, a moja książka to powieść pod tytułem „Pies”.

Fabułę mogę zarysować jednym zdaniem. To historia Zabawy, krupiera z Krakowa, z którym brutalnie i nagle zrywa partnerka – pierwsza i jedyna miłość, a zdesperowany bohater po tym zdarzeniu trafia na internetowe forum o podrywie i zaczyna uczyć się sztuki uwodzenia, poznając kolejne, przypadkowe kobiety.

To w telegraficznym skrócie. Ale prawdziwa – nomen omen – zabawa dzieje się pod powierzchnią tej historii.

2. Obietnica PUA

Zabawa tak naprawdę nie przeżywa rozstania. On przeżywa pęknięcie dotychczasowej tożsamości. W takim kryzysowym stanie trafia do środowiska, które obiecuje mu odkupienie, a może nawet odrodzenie. Do tej pory byłeś słaby. Byłeś niewystarczający. Teraz jesteś na dobrej drodze.

Możesz stać się mężczyzną, który zamiast być odrzucany, sam decyduje, kogo i kiedy odrzuca. Wystarczy, że poddasz się treningowi. Wyrobisz swoją statystykę: podejść, randek, pocałunków i zbliżeń.

3. Wyzwanie bohatera

To jest rodzaj mitycznego wyzwania, którego podejmuje się bohater, żeby odmienić swój los. Zabawa idzie więc wytrwale przed siebie – przez bary, kluby, kawiarnie i spotkania z tajemniczymi postaciami obojga płci – jednocześnie wypierając żałobę po skończonym związku.

Emocje zjadają go od środka, a jedynym lekarstwem wydaje się pójście prosto w ogień i wypalenie swoich słabości – tak jak radzą koledzy z forum o podrywie i guru uwodzenia.

4. Kobiety, stan umysłu i język

Chcę jednak uspokoić: to nie jest książka o toksycznej męskości ani żaden red-pillowy manifest. Dla Zabawy ani innych bohaterów tej powieści kobiety nie kimś gorszym. Ale – są kimś obcym. Zamiast człowiekiem z krwi i kości są raczej figurami; odbiciami z sali luster. Są przeciwnikiem w grze, której zasady Zabawa usiłuje poznać. Gry, w której jeśli nie dominujesz, to sam zostaniesz zdominowany.

To zimny, nieprzyjazny świat, ale tak naprawdę jest on stanem umysłu. „Pies” jest zaproszeniem do tego, żeby ten stan umysłu poznać i poczuć go niemal cieleśnie. Pomaga w tym pierwszoosobowa, mocno introspektywna narracja, czuły, a zarazem ostry, żywiołowy język i nerwowa muzykalność tej prozy.

5. Książka na czasie, konflikt i wyzwanie

Być może już to dostrzegacie, ale warto to podkreślić, że „PIES” to książka bardzo na czasie. Dziś ogromnie dużo rozmawiamy o męskości, kobiecości i o tym, jacy właściwie mamy być ze sobą w relacjach. Ale „PIES” nie jest ani poradnikiem, ani manifestem i nie próbuje nikogo wychowywać. Nie mówi: to jest słuszne, a to niesłuszne.

Zamiast tego z nieocenzurowaną szczerością i męskim poczuciem humoru wpuszcza czytelnika do środka pewnego konfliktu idei i doświadczeń. Konfliktu między światem uwodzenia a prawdziwym życiem i własnymi emocjami.

Czytelnik stanie przed niełatwym zadaniem: będzie musiał sam rozstrzygnąć, co jest tu zdroworozsądkową prawdą, co cynizmem, a co – iluzją, która ma tylko chronić cię przed ponownym zranieniem.

6. Historia Zabawy

Choć Zabawa nie jest bohaterem, którego trzeba lubić, to on pozwala nam dotknąć tych części nas samych, których często się wstydzimy. Słabości. Desperacji. Popędu. Egoizmu.

Historia Zabawy nie daje łatwego odkupienia. Ale może dawać odwagę do dokonywania w życiu zmian i mierzenia się ze sobą, nawet jeśli na koniec dnia patrzysz w lustro i wciąż widzisz tę samą osobę. To nadal ty. Na dobre i na złe.

7. Współpraca ze mną

Jeśli chodzi o współpracę ze mną, to zawodowo zajmuję się pisaniem. Przez lata pracowałem jako dziennikarz w takich tytułach jak Forbes, Onet czy „Rzeczpospolita”, a dziś tworzę strategię treści i piszę dla biznesu.

Mam doświadczenie we współpracy z redaktorami, ale też jako redaktor. Wiem, co znaczy praca nad tekstem. Rozumiem też, że pisarz jest dziś zaangażowany w promocję książki.

I ja chcę o „Psie” opowiadać dalej. To gotowy materiał na rozmowy, podcasty, spotkania. To nie jest grzeczna książka. To książka kontrowersyjna, łatwopalna – ale przez to będzie interesująca dla czytelników obojga płci, którzy cenią literaturę z nerwem i, czytając, gotowi są konfrontować się również sami ze sobą.

Jestem gotowy pracować nad nią redakcyjnie, a potem ją promować. Zapraszam do rozmowy wydawnictwa, które zechcą wejść w ten ogień razem ze mną.

Co dalej po “Wydawniczej randce”?

Obecni na “Randce” wydawcy dostali nieźle wykonaną broszurę, w której znajduje się wszystkie 13 propozycji wydawniczych wraz z kodami QR do pełnych wersji książek. Propozycje były różne: od powieści fantasy, przez kryminał skierowany do młodych dorosłych i reportażową literaturę faktu, aż po zanurzonego w konfliktach egzystencjalnych “Psa”. Z niektórymi autorami wydawcy już wstępnie rozmawiali podczas Targów. Innych pominęli. Innymi, podobno, wyrażali zainteresowanie zakulisowo.

Zatem, co teraz? To samo, co do tej pory: trzeba czekać. Jako pisarz musisz być nie tylko marketem, sprzedawcą i przedsiębiorcą. Musisz również być skałą: cierpliwą, twardą i pozbawioną emocji. Inaczej oczekiwanie na kontakt od wydawnictwa może przysporzyć cię o ból nerwów. I na co to komu?


O autorze

Wojciech Maroszek

Chodzi o tę potrzebę formowania myśli w jakąś zgrabną całość. Piszę od swoich wczesnych lat. Dotąd powstały z tego dwie książki oraz niezliczone teksty do internetu i prasy. Interesuję się umysłem oraz kondycją wewnętrzną człowieka. Trochę na ten temat czytam i badam materiał zwany sobą. Sprawdzam na przykład, co się z nim dzieje, gdy posadzi się go przed klawiaturą i każe pracować. To dopiero ciekawe.

Dodaj komentarz