Jak nie być perfekcjonistą

J
"Tylko żebyś nie wpadł w poprawianie bez końca, bo wtedy nigdy nie skończysz", usłyszałem raz w kontekście pisania książki. Albo kilka razy. Niewiele rzeczy potrafi tak zmęczyć, jak perfekcjonizm. Wiem, bo kiedyś tkwiłem w tej przestrzeni po kolana.

Ale nie w samym poprawianiu twórczości tkwi prawdziwy problem. Bo można poprawiać radośnie, na zasadzie zabawy: cieszy mnie szlifowanie, więc sobie szlifuję. A w pewnym momencie przychodzi świadomość, że lepiej już nie zrobię, że trzeba to zostawić i iść dalej. To moment publikacji tekstu, który jest dopracowany na tyle, na ile może być.

Problem zaczyna się wtedy, gdy perfekcjonizm jest wykorzystywany do odkładania publikacji (albo pisania) w czasie. Jest ładną wymówką, u spodu której zalega obawa przed byciem skrytykowanym.

W przypadku pisania książki sprawa jest o tyle skomplikowana, że możliwości poprawiania i szlifowania w zasadzie się nie kończą. Sufit jest zawieszony wysoko, a kiedy czytasz mistrzów literatury, tym bardziej widzisz, jak wiele jest do zrobienia, by dociągnąć do ich poziomu.

Porównywanie się do innych napędza całą karuzelę lęków, a wtedy pisanie staje się tylko metodą praktykowania swoich neurotycznych odruchów.

Mam dla równowagi kilka zdroworozsądkowych przekonań.

1.

Dzieła innych mogą służyć jako inspiracja, a nie punkt odniesienia dla własnej twórczości. Twoja twórczość jest twoja, jest oryginalna. Każdy gra we własną grę – dopóki nie próbuje grać w cudzą.

2.

Krytyka może się pojawić i najpewniej się pojawi. Granie na uniknięcie krytyki może ją tym bardziej przyciągnąć.

3.

Lepiej mieć to zrobione i niedoskonałe, niż doskonałe i niezrobione.

4.

Uczysz się. Możesz stawać się lepszy, ale pozwól sobie być na tym poziomie, na jakim jesteś.

5.

Wyhamuj ego. Twój sukces albo jego brak ma może połowę tego znaczenia, które mu przypisujesz.

Pewnie powinienem dopisać coś jeszcze, w końcu perfekcjonizm to głęboki temat. Ale na razie powstrzymam perfekcjonistyczne zapędy i postawię kropkę.


O autorze

Wojciech Maroszek

Chodzi o tę potrzebę formowania myśli w jakąś zgrabną całość. Piszę od swoich wczesnych lat. Dotąd powstały z tego dwie książki oraz niezliczone teksty do internetu i prasy. Interesuję się umysłem oraz kondycją wewnętrzną człowieka. Trochę na ten temat czytam i badam materiał zwany sobą. Sprawdzam na przykład, co się z nim dzieje, gdy posadzi się go przed klawiaturą i każe pracować. To dopiero ciekawe.

Dodaj komentarz