Może wcale nie chcesz napisać książki

M
Czyli chcesz napisać książkę, ale... nie piszesz? Albo podstaw inne twórcze wyzwania: napisać post na bloga albo na Linkedin, nagrać rolkę, zrobić prezentację dla tego swojego pomysłu na biznes.

I jesteś w sytuacji, w której nie tylko chcesz – ale czujesz, że również powinieneś. Tragedia polega na tym, że rzecz mimo to się nie dzieje. Działanie nie podąża za pragnieniem działania. Teraz zatem nie tylko chcesz, ale również masz poczucie winy, że chcesz, a jakoś się to nie dzieje i całkiem możliwe, że to twoja wina, bo przecież nie tylko chcesz, ale i powinieneś, a jednak…

Chwilka. Mam w zanadrzu teorię, którą trzeba w takiej kłopotliwej sytuacji wziąć pod uwagę. Teoria ta brzmi: Może. Wcale. Nie chcesz. Tego. Robić.

Pisząc ostatnią książkę przez prawie 4 lata (a poprzednią, zatytułowaną „Ściana”, przez ponad 2), ciągle mierzyłem się z prokrastynacją. Sporo razy okresowo zarzucałem pisanie, z tych czy innych powodów. Potem zawsze wracałem – trudno rzucić skutecznie.

W międzyczasie okazało się, że wewnętrzna niechęć bardzo nie lubi być ignorowana. Jeśli udajesz, że jej nie ma i próbujesz to zapudrować pozytywnym myśleniem, potwór w tobie zafunduje ci wypalenie.

Sam byłem tam wiele razy i widziałem wielu ludzi w podobnej sytuacji: nie robią czegoś, co utrzymują, że chcą – a jednocześnie nie wezmą pod uwagę, że może jednak wcale nie chcą.

Może to nie ich. Może nie dla nich. Może morze.

Trik polega na tym, że nie zawsze istnieje jednoznaczna i trwała odpowiedź na pytanie, czy chcę TO robić. Czy chcę zacząć, czy chcę kontynuować, czy chcę dowieść.

Praktyka doprowadzania do końca projektów, których nikt nie kazał mi robić, okazuje się praktyką ciągłego mierzenia się z niechęcią.

Mierzenia – nie uciekania od niechęci, tylko stawania naprzeciw niej i dawania jej głosu. Zawsze z otwartą opcją, że to spotkanie może zakończyć się śmiercią projektu.

Paradoksalnie, często dopiero z tej pozycji byłem w stanie ruszyć naprzód.

W konfrontacji niechęć okazywała się słabsza od chęci. Albo okazywała się zmęczeniem. Rozmyciem sensu. Frustracją niekompetencji. Dziecinnym kapryszeniem.

Milionem rzeczy, które w procesie słuchania i obserwacji uchodzą niczym para.

Czasem taki proces trwa pół minuty, innym razem pół miesiąca albo pół roku. Wewnętrzne rozmowy i negocjacje potrafią być skomplikowane i energochłonne.

Dlatego pisanie książki to nie tylko dumanie i klepanie w literki – dla wielu osób to konkretna psychiczna wyćwika.

I wcale nie trzeba tego robić. Żadnej z TYCH rzeczy nie trzeba. Chrzanić to, może to nie dla ciebie, może to tylko rojenia o konieczności stania się kimś, kim nie jesteś i wcale nie potrzebujesz być – i osiągania rzeczy, które wcale cię nie interesują.

„Dobrze. W takim razie nie pisz”.

Jakie to uczucie?

O autorze

Wojciech Maroszek

Chodzi o tę potrzebę formowania myśli w jakąś zgrabną całość. Piszę od swoich wczesnych lat. Dotąd powstały z tego dwie książki oraz niezliczone teksty do internetu i prasy. Interesuję się umysłem oraz kondycją wewnętrzną człowieka. Trochę na ten temat czytam i badam materiał zwany sobą. Sprawdzam na przykład, co się z nim dzieje, gdy posadzi się go przed klawiaturą i każe pracować. To dopiero ciekawe.

Dodaj komentarz