Teksty dziennikarskie, eseje, posty na social, reklamy, treści UX, poradniki, powieść. Dyscyplin pisania jest wiele. Dziś chcę zwrócić uwagę na jedną szczególną.
Zrobić sobie herbatę, schować telefon, izolacja. Zeszyt, osobiście preferuję A4, taki większy. Coś, czym lekko się pisze, na przykład żelopis za dwa pięćdziesiąt.
Oto wszystko, czego potrzeba do wejścia w proces Kontemplacyjnego Pisania Odręcznego, nazwa zastrzeżona, uwaga na pozwy sądowe.
I w takim pisaniu dzieją się ciekawe rzeczy:
1.
Umysł zwalnia. Prowadzenie długopisu po papierze nie jest nawet w połowie tak szybkie, jak pisanie na klawiaturze.
2.
Kiedy umysł zwalnia, następuje głębszy kontakt z myślami i emocjami.
3.
W parze z pogłębionym kontaktem – nieco paradoksalnie – idzie zdystansowanie. To, co wyłożone na papier, staje się łatwiejsze do zaobserwowania.
4.
Wyłania się większy obraz, czemu często towarzyszy uczucie satysfakcji i emocjonalnego oczyszczenia.
5.
Wraz z wyklarowaniem wewnętrznego obrazu następne kroki do podjęcia stają się bardziej oczywiste.
Przydatne szczególnie w momentach: chaosu, niejasności, życiowych przemian, poszukiwania rozwiązań, kiedy blokady emocjonalne powodują stres i zastój w działaniu.
To jedyny rodzaj pisania, z którym nigdy nie wiąże się u mnie opór. Psychologiczne korzyści, które z niego płyną, to jedno. Ale jest jeszcze jeden istotny czynnik.
To nigdy nie zostanie opublikowane.

Zapiski zostają w zeszycie. Przeważnie nawet do nich nie wracam. To jest pisanie, które liczy się tylko w momencie, gdy jest pisane. Nie jest i nie będzie poddane ocenie, bo nie ma niczego do osiągnięcia w świecie zewnętrznym, znanym również jako rynek.
Dlatego lekkość uprawiania tego rodzaju pisarstwa brutalnie obnaża starą prawdę: że bodaj najważniejszym czynnikiem powodującym opór przed pisaniem jest lęk przed informacją zwrotną lub jej brakiem.
Różne emocje związane z publikowaniem swojej pracy – lub z widmem przyszłej publikacji – można kontemplować właśnie na papierze. Kontakt z tymi emocjami pomaga im się rozluźnić.
W efekcie to “właściwe” pisanie staje się łatwiejsze, a jak łatwiejsze – to przyjemniejsze. Gdy natomiast tej przyjemności brakuje, pojawia się opór.
I koło się zamyka.




