Pora uznać to dziwne zmęczenie

P
Ktoś na LinkedIn zauważył paradoks: „Jak to jest, że osoby które ledwo wiążą koniec z końcem, pracują fizycznie za minimalną w skrajnie trudnych warunkach rzadziej skarżą się na wypalenie zawodowe lub depresję niż pracownicy umysłowi?”. Dobre pytanie.

W dyskusji padło wiele ciekawych i ważnych obserwacji. Między innymi taka, że pracownicy umysłowi mają większy dostęp do wiedzy, dzięki czemu są bardziej świadomi pewnych stanów. Więcej udzielają się w internecie (mają swoją “bańkę”), stąd prędzej zobaczymy post o depresji kreatywnego przedsiębiorcy niż górnika.

Chcę dorzucić do tej dyskusji swoje trzy grosze i w ten sposób pomóc osobom wykonującym pracę intelektualną zrozumieć to ich “dziwne” zmęczenie. Mi również jest ono bliskie.

Praca fizyczna, w przeciwieństwie do umysłowej, oznacza brak przeciążenia kognitywnego. Z pracą fizyczną wiążą się inne problemy, ale akurat nie ten. Siedząc przy komputerach przepuszczamy przez siebie chore ilości informacji.

Przy tym ciało jest w bezruchu, zastygłe. Nie ma przepływu, za to są zaburzone hormony. To prowadzi do obniżenia poziomu energii i nastroju.

To, co czasem z braku wiedzy lub lepszych pomysłów nazywamy depresją, może okazać się stanem braku podstawowej witalności, wynikającego z uprawiania dzień w dzień jednego nawyku (czy raczej kilku nawyków połączonych w jeden proces): siedzenia przed ekranem i nadmiernego używania głowy.

W ostatnim czasie ograniczyłem pracę przy komputerze o około 50%. Częściowo pracuję fizycznie. Suma problemów może została ta sama, ale jest inaczej.

Czuję się bardziej ożywiony, mniej struty. Podobną rzecz widzę u wszystkich znajomych, którzy pracują fizycznie. Część z nich ma różne psychologiczne trudności czy zaburzenia – ale nikt nie jest zamulony.

A myślę, że to właśnie o tym jest duża część tych postów na temat trudnych stanów umysłu i ducha: o byciu nieznośnie zamulonym.

O stanie, w którym nawet nie wiesz, jak masz odpocząć – bo nie chce się nawet tego.

To dlatego urlop nad morzem czy w górach jest tak leczniczy. Nie chodzi o to, że nie znosimy naszej pracy. To nasze ciała nie znoszą tego, jak pracujemy i co poświęcamy w imię pracy.

Myślę, że wiele rozmów nt. obniżonego nastroju (lub przewlekle – depresji) czy wypalenia powinno zaczynać się od uznania tego specyficznego – być może nienaturalnego – zmęczenia materiału, które dzień po dniu narasta w nas jak grzyb.

I które postponujemy, bo przecież “nie nosiliśmy pół dnia worów z cementem”.

Następnym krokiem jest zastanowienie się, jak zarządzać swoją energią w tych trudnych warunkach, jakie stwarza dzisiejsza praca przed komputerem.

Regulacja snu. Nie uprawianie ekranozy poza pracą. Dieta. Ruch. Książki. Spotkania. Kontakt z naturą.

Od tego zależy nie tylko zdrowie psychiczne i fizyczne i jakość życia, ale też – dalsza zdolność do tworzenia.

Nie każdy przykry stan ducha da się w ten sposób uzdrowić. Istnieją też wyzwania systemowe, z którymi trudno walczyć na poziomie indywidualnym. Dziś nie o tym.

Moim celem jest zwrócenie uwagi na podstawy, które nawet nie tyle zaniedbujemy – ile zupełnie pomijamy ich istotność, by od razu szukać głębszych przyczyn.

Te głębokie przyczyny mogą istnieć. Lecz w stanie permanentnego zamulenia, zajęcie się nimi może być znacznie utrudnione lub niemożliwe.

Nie mówiąc o doprowadzeniu do końca tego kreatywnego projektu, o którym rozgorączkowany mózg usiłuje myśleć przed zaśnięciem, choć sen i tak nie przychodzi.

O autorze

Wojciech Maroszek

Chodzi o tę potrzebę formowania myśli w jakąś zgrabną całość. Piszę od swoich wczesnych lat. Dotąd powstały z tego dwie książki oraz niezliczone teksty do internetu i prasy. Interesuję się umysłem oraz kondycją wewnętrzną człowieka. Trochę na ten temat czytam i badam materiał zwany sobą. Sprawdzam na przykład, co się z nim dzieje, gdy posadzi się go przed klawiaturą i każe pracować. To dopiero ciekawe.

Dodaj komentarz