Ostatecznie dobrze jest pisać (czy w ogóle tworzyć) na poziomie. Mało kto czerpie przyjemność z bycia kiepskim w tym, za co się zabiera. Moc i przyjemność z działania pochodzi z poczucia własnej kompetencji. Ale... co, jeśli nigdy nie będziesz się czuć wystarczająco dobry(-a)?
Dzisiejsza fałszywa prawda, w którą wierzy wiele osób piszących lub chcących pisać, brzmi mniej więcej tak:
„Może i trochę umiem pisać, ale to jednak nie to. Nie ten poziom. Nie ma więc sensu pisać”.
Zanim to rozbiorę, jedno zastrzeżenie. Nie każdy musi i nie każdy powinien pisać.
Bywa, że ktoś naprawdę nie widzi w tym siebie i wtedy przekonanie o tym, że „przecież i tak nie potrafi” jest nieistotne. Potrafi, nie potrafi, nieważne, skoro nie chce, to niech nie pisze. Proszę się od siebie odpieprzyć.
Ale możliwy jest też inny przypadek – że w tym człowieku są dwa wilki. Jeden, co to troszkę jednak śni o tym publikowaniu i drugi, który mówi: nie, to nie dla ciebie. Bo nie umiesz.
Ten drugi wilk żywi się dość uniwersalnym mitem, że aby coś robić – trzeba to robić dobrze od razu.
Wierzy na przykład w to, że na yogę nie ma sensu iść, bo jest się zbyt mało rozciągniętym. Na siłownię – zbyt słabym. Na pisanie – zbyt kiepskim w pisaniu.
Zapytany o logiczną odpowiedź, czy rzeczy trzeba od razu robić dobrze, odpowie, że oczywiście, że nie. Przecież chodzi o trening, do wszystkiego dochodzi się z czasem i tak dalej, tym podobne, nie od razu Rzym.
Ta logika, choć logiczna, nie jest jednak szczera. Szczerość wyraża się w decyzjach – a tutaj decyzja jest taka, by nie działać. No i klops.
Sam przechodziłem przez taki konflikt wewnętrzny i do pewnego stopnia dalej to we mnie jest. Było, kiedy jako nastolatek zaczynałem pisać recenzje gier na konsole. Było, kiedy otwierałem kolejne blogi. Było, kiedy pisałem powieść.
Można rozkładać na czynniki pierwsze przeróżne lęki i psychologiczne zależności, które składają się na taki stan rzeczy. Tutaj brakuje na to miejsca. Podzielę się za to jednym przekonaniem, którym zastąpiłem to stare (że trzeba pisać dobrze). Idzie to tak:
Jeśli cokolwiek musisz, to nie pisać dobrze – tylko dużo.
Jakość, kompetencja i pewność siebie są pochodną wyrobionego wolumenu. Ilości wyklepanych słów. To jest proste, każdy intuicyjnie to wie. Tylko sęk w tym, żeby przyłożyć to do odpowiedniego kontekstu.
W tym przypadku – do pragnienia kompetencji i wstydu z nieposiadania jej. Na ten konflikt nie ma innego lekarstwa, jak tylko pisać. Są inne środki, które pomagają w łagodzeniu stresu, regulowaniu emocji i tak dalej, ale ostatecznie nie ma ucieczki od działania – chyba że postanowimy je zaniechać.
I to też jest fair opcja, którą zawsze trzymam blisko siebie.




